Relacja terapeutyczna to inna relacja niż wszystkie

Relacja terapeutyczna jest między innymi narzędziem do zmiany terapeutycznej. To jest klucz do sukcesu leczenia.  Jest to szczególna więź, która ma służyć tylko procesowi leczenia i jest uznana za najważniejszy element.

Relacja terapeutyczna jest najważniejsza w terapii

Zdecydowanie się z tym zgadzam, ponieważ bez relacji byłoby trudno zaufać terapeucie_tce, rozmawiać z nim, dzielić się swoimi doświadczeniami, przeżyciami i emocjami. Osiągnięcie zmian jest możliwe dzięki dobrej współpracy z terapeutą_ką – zaufanie, realizowanie celów terapeutycznych oraz analizowanie tego, co dzieje się w przestrzeni terapeutycznej. Relacja terapeutyczna jest więzią emocjonalną i wzajemnym zrozumieniem pomiędzy pacjentem_ką a terapeutą_ką. Występuje przeniesienie, czyli przerzucanie emocji przez pacjenta_kę na terapeutę_kę. Pojawia się również przeciwprzeniesienie, a to jest reakcja jaką terapeuta_ka odpowiada na przeniesienie (emocje) pacjenta. Dzięki temu wspólnie przeżywają trudności pacjenta_ki. Relacja terapeutyczna jest specyficzną więzią, która występuje w warunkach gabinetowych.

Relacja terapeutyczna jest wyjątkowa

Większość relacji jest obustronna. Chodzi mi o to, że obie strony się mniej więcej znają. Mają na swój temat informacje – więcej lub mniej i bardziej szczegółowe, bądź nie. W relacji terapeutycznej pacjent_ka zna mało informacji na temat terapeuty_ki. Natomiast terapeuta_ka zna dużo szczegółów z życia pacjenta_ki. Terapeuta_ka jest osobą pomagającą, a pacjent_ka osobą korzystającą z pomocy. Dlatego terapeuta_ka nie będzie mówić o szczegółach swojego życia, nie będzie się zwierzać pacjentowi. Służy to tworzeniu warunków terapeutycznych. Psychoterapia jest pacjenta_ki, a nie terapeuty. Dlatego cała uwaga jest skupiona na pacjencie_tce

W zależności od nurtu psychoterapii zaangażowanie terapeuty_ki może być większe lub mniejsze. Sposób pracy może się różnić między osobami oraz nurtami. Tworzenie się relacji terapeutycznej to proces. Ze spotkania na spotkanie terapeuta_ka i pacjent_ka poznają się i zaczynają nawiązywać więź. Uczą się nawzajem współpracować.

Moje relacje terapeutyczne

Od samego początku terapii miałam kontakt z trzema psychoterapeutami. Z pierwszym psychoterapeutą spotkałam się raz na konsultacji. Tutaj nie utworzyła się jeszcze więź. To była konsultacja, na której nazwaliśmy pierwszy raz objawy po imieniu. Okazało się też, że to był psychoterapeuta, który specjalizuje się w terapii par, a nie młodych dorosłych. Tak mnie zapisali w poradni.

Drugim terapeutą był mężczyzna, z którym nie współpracowało mi się dobrze. Nasza współpraca trwała około trzech miesięcy. I relacja terapeutyczna się nie nawiązała. Nie zaufałam temu terapeucie i prawie po każdej sesji terapeutycznej czułam się źle. Dodatkowo nie otrzymałam pomocy, której potrzebowałam i nie poczułam się zaopiekowana.

Aktualnie chodzę na psychoterapię do mężczyzny, z którym dobrze mi się rozmawia. Zaufałam mu, czuję się zaopiekowana. Wiem, że sesja terapeutyczna jest „bezpiecznym miejscem” i mogę powiedzieć wszystko, co potrzebuję i nie spotkam się z oceną. Podoba mi się sposób pracy mojego terapeuty, nie jest obojętny na mój stan psychiczny. Pomaga mi się otworzyć, szczególnie w dni, które są dla mnie trudne lub gdy poruszamy trudne dla mnie tematy. Czuję się przede wszystkim zrozumiana.

Czy jestem wstanie wskazać moment, w którym czułam, że to jest „ta” relacja?

Nie. To jakoś przyszło mimowolnie. W przypadku mojej pierwszej psychoterapii nie wiedziałam jak wszystko powinno wyglądać. Jak powinnam się czuć na terapii? O czym mówić? Miałam wiele pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Nie wiedziałam gdzie szukać odpowiedzi, komu zadać pytania. Bałam się pytać i bałam się przychodzić na terapię. Nie wiedziałam, na co zwracać uwagę wybierając specjalistę. Trudno było mi też rozpoznać, co jest dobrego i złego w relacji terapeutycznej.

Dzisiaj wiem, że nie powinno być straszenia pogotowiem, gdy zgłaszam myśli samobójcze. Nie powinno też być opinii i oceny ze strony terapeuty. Doszłam do tego dzięki rozmowie ze znajomymi. Zapytali jak się czuję w terapii i jak mi idzie. Dzięki takiej dyskusji spojrzałam na to z innej perspektywy. Uznałam, że boję się mówić o myślach samobójczych terapeucie, oceniał mnie, nie wspierał mnie, nie pomagał mi w otwarciu się. Do tego wszystkiego w pewnym momencie stwierdził, że w moim stanie powinnam chodzić dwa razy w tygodniu na terapię. I tak sobie chodziłam dwa razy w tygodniu, płaciłam 120 zł za 50 minut milczenia.

Serio, trzy miesiące mojej terapii to było głównie milczenie. Pamiętam, że zawsze, gdy trudno było mi cokolwiek powiedzieć to słyszałam, żebym dała sobie czas. „Wszystko przyjdzie z czasem” – samo nie przyjdzie…

Po dyskusjach i przyjrzeniu się mojej terapii z boku postanowiłam zmienić terapeutę i wydaje mi się, że szybko nawiązaliśmy relację terapeutyczną. Mimo, że trudno mi jest rozmawiać o sobie, swoich emocjach, przeżyciach i doświadczeniach to czuję, że to jest „ta relacja”. Nie wyobrażam sobie teraz terapii u kogoś innego. W sumie sporo rzeczy przeżyłam w gabinecie aktualnego psychoterapeuty. Dużo wydarzeń w moim życiu, sporo tematów już poruszyliśmy i wiem, że jeszcze wiele przed nami.

Terapeuta przygotował mnie do pobytu w szpitalu

Aktualny psychoterapeuta przygotował mnie do pobytu w szpitalu. Dzięki niemu zrozumiałam, że pójście do szpitala to nic złego. Jeśli potrzebuję pomocy to mam z niej skorzystać. Takie zapewnienie z jego strony, że jeśli wybiorę się do szpitala to będzie to okej. Zapewnienie, że będę miała gdzie wracać! To było najważniejsze. Pójście do szpitala wiązało się z tym, że musiałam zawiesić terapię, ale po wyjściu ze szpitala miałam możliwość powrotu na terapię. Nawet powiem więcej… Będąc w szpitalu, nie miałam psychoterapii. Napisałam do swojego psychoterapeuty czy możemy się połączyć na Skype, bo sobie nie radzę. Umówiliśmy się na sesję online.

W relacji terapeutycznej czuję się bezpiecznie

I to jest chyba najważniejsze. Czuję się bezpiecznie. Wiem, że nie zostanę porzucona, odrzucona. Wiem, że nie jestem sama i to, co przeżywam jest ważne. Wiele się uczę. Stworzyliśmy wspólnie relacje terapeutyczną, w której się uczyliśmy siebie. Nauczyłam się tego, jak pracuje mój terapeuta. Psychoterapeuta nauczył się też rozpoznawać, gdy nie chcę rozmawiać i potrzebuję jego pomocy w otwarciu się.

Rzadko mam tak, że przychodzę i mówię, o czym chcę rozmawiać. Czasami przychodzi mi to z większą łatwością, ale bardzo często z ogromnym trudem. Jednak najważniejsze, co chciałam tu powiedzieć to fakt, że wiem i czuję to, że mogę być taka jaka chcę i w stanie, w którym się czuję. Wiele razy przychodziłam na psychoterapię i mówiłam wprost, że nie chcę być na terapii, chcę być sama, niewidoczna. Rzadko mam takie poczucie. I bardzo często z automatu zakładam maskę, że wszystko jest okej. W relacji terapeutycznej nie zakładam maski, to nie miałoby sensu.


(zdjęcie z Instagrama)
Chodzę na terapię.
Czy terapia mnie zmienia?
Czy uczę się rozmawiać na terapii?
Czy chodzę na terapię, bo nie mam znajomych?

O relację terapeutyczną dostaję sporo pytań. Ogólnie o moją psychoterapię… Cieszy mnie to, bo wiem, że znajdujecie u mnie bezpieczną przestrzeń. Do tego możecie odnaleźć odpowiedzi na niektóre pytania. Dlatego wczoraj zostawiłam przestrzeń na pytania na moim profilu na Instagramie. Zachęcam do obserwowania mojego profilu, bo w głównej mierze tam będą pojawiać się posty na temat relacji terapeutycznej.

Uważam, że temat relacji terapeutycznej jest istotny i warto o nim rozmawiać. Szczególnie z psychoterapeutą_ką, bo to nim_nią tworzymy relację i warto się jej przyglądać. Z mojego przykładu też wiem, że warto rozmawiać z innymi o naszej relacji z terapeutą jeśli nie czujemy się w niej dobrze. Oczywiście z zachowaniem pewnych tajemnic, których nie chcemy ujawniać.