Wydaje mi się, że ciągle robię za mało

Niskie poczucie własnej wartości. Ciągłe powtarzanie sobie, że po zakończeniu jednego projektu, nie zacznę następnego. To są obietnice nie do spełnienia. Mało pracuję, weekend wolny? Trzeba go jakoś zapełnić. Przecież to tylko 4h dyżuru. Wydaje mi się, że ciągle robię za mało. Tak naprawdę robię dużo. Za dużo i co kilkanaście tygodni kończy się to ciężkim epizodem depresji.

Robię za mało, to pozostałość z okresu dorastania

Kto z nas nie słyszał, że jest leniwy niech pierwszy rzuci kamień… „Ile Ty możesz mieć obowiązków?”; „Nie masz czasu napisać opowiadania na konkurs? Nie wyobrażam sobie konkursu bez Twojego opowiadania.”. Często słyszałam, że coś powinnam, albo muszę zrobić. Od kilku osób na raz i te głosy zostały ze mną. Dzisiaj mam 22 lata i nie potrafię przyznać sama przed sobą, że robię dużo, a nawet za dużo. Nie potrafię postawić sobie granicy i nie brać więcej obowiązków. Do tego wciąż sobie powtarzam, że dam radę. Jednak nie wiem kogo chcę oszukać – siebie czy innych?

Wbiegłam w dorosłość za szybko

Gdy skończyłam 18 lat, byłam w drugiej klasie liceum. W tym czasie kończyłam kurs na ratownika WOPR – niedziela wyjęta z życia. Rano i wieczorem zajęcia z kursu, dwa – trzy razy w tygodniu chodziłam na basen trenować. Koniec kursu jest równoznaczny z nadrabianiem zaliczeń. W tym samym czasie robiłam kurs na prawo jazdy i kurs płetwonurka. Wstawałam o 5 rano, żeby jeździć 2h przed szkołą, po średnio 8h szkoły wracałam do domu i uczyłam się, albo byłam na basenie po 2-3h. Po skończeniu 18 roku życia kupiłam pierwszy samochód i zaczęłam pracować – najpierw jako hostessa, później ratownik wodny i instruktor pływania. W między czasie byłam w kościele jako animator. Do tego ciągle słyszałam o zbliżającej się maturze. Na wykładach z kursu na prawo jazdy zasypiałam. Zasypiałam też w szkole. Często po lekcjach zostawałam, żeby przygotowywać się wraz z drużyną do zawodów przeglądu musztry paradnej klas mundurowych.

Nie miałam czasu na tworzenie szczęśliwych relacji z innymi. Pierwszy mój związek z chłopakiem był toksyczny. Drugi związek był niedojrzały, do tego ja nie miałam na niego czasu. Bywałam na imprezach. To był najlepszy czas – odcięcie się od wszystkich obowiązków. Liczyła się zabawa i to było najważniejsze.

Skończyłam liceum, zdałam maturę. Kolejny etap życia za mną, więc pora na nowy. W szkole powtarzali mi, że zobaczę czym jest dorosłość, gdy skończę szkołę. To zobaczyłam… Chciałam być niezależna i mieć lepszy samochód. Zaczęłam pracę na dwa etaty, a do tego studia w trybie niestacjonarnym.

Mówili mi, że robię za dużo. Nie chciałam tego słuchać

Część osób mówiła, że się przepracowuję – dwa etaty, studia i cztery godziny snu. Nie chciałam w to wierzyć. Wszystko tłumaczyłam, że jestem młoda, szybko się regeneruję. Moim celem był samochód. Osiągnęłam cel, kupiłam samochód za 30 000, którego dzisiaj nie potrafię utrzymać. Starczało mi na wszystko – auto, studia, ciuchy. Nic więcej nie potrzebowałam, bo nie miałam czasu na wyjazdy.

Stopniowo zaczęłam wypadać z obiegu. Trzech źródeł dochodu nie potrafiłam zorganizować, żeby było dobrze. Do tego nadal byłam animatorem w kościele, byłam w związku z Bartkiem i przestałam być zapraszana przez kogokolwiek, bo zawsze odmawiałam, zawsze byłam zajęta.

To ten moment, w którym rozpoczęłam terapię. Powoli wycofywałam się z prac. Zaczęłam pracować tylko w jednej pracy, zmniejszyłam ilość przepracowywanych godzin. Moją motywacją chodzenia do pracy była terapia. Musiałam ją jakoś opłacać. Wszystkie oszczędności wydałam.

Wybiegłam z dorosłości

Tak jak była silna i niezależna, tak stopniowo stałam się zależna. Trzymałam się w miarę, aż nagle pojawił się covid-19 i utraciłam pracę. Ratownik na umowę zlecenie, został z niczym. Do teraz nie potrafię się odbić od finansowego dna. Nie umiałam znaleźć pracy, bo mój lęk był tak duży, że nie byłam w stanie nawet szukać ofert pracy. Później znalazłam się w szpitalu. Zmiany godzin otwarcia basenu i ciągły problem z zarobieniem więcej niż 1000 zł. Funkcjonuję dzięki wsparciu najbliższych mi osób. Jest to ogromny przywilej, za który jestem wdzięczna.

Trudno było mi się zebrać w sobie i poradzić sobie z lękiem przed znalezieniem nowej pracy. Nowej i stabilnej pracy. Minęło kilka miesięcy, aż do teraz. Znalazłam pracę w swoim zawodzie. Lęk w dalszym ciągu pozostał.

Wydaje mi się, że ciągle robię za mało

W chwili, gdy pisałam o sobie w czasie liceum to czułam ciarki na ciele. Miałam wiele obowiązków jako nastolatka, ale też wiele sobie narzuciłam sama. Byłam wtedy bardzo zorganizowana i ambitna. W dalszym ciągu jestem ambitna i uparta, ale już nie zorganizowana.

Ciągle mam poczucie, że robię za mało. Często, gdy ludzie słyszą czym się zajmuję to są pełni podziwu. Ja, osoba z zmagająca się z depresją i robię tak dużo. Robię, bo inaczej nie potrafię. Nie potrafię nic nie robić, bo wtedy mam wyrzuty sumienia. Albo jak nic nie robię to myślę, co muszę zrobić. Lubię widzieć swoje działania. Jednak czasami nie mam na nie siły i pojawia się problem. Obowiązki nie znikają wraz z pojawieniem się gorszego samopoczucia.

Narzucam sobie presję, której nikt inny mi nie narzuca. Stawiam sobie wysokie wymagania, którym trudno jest mi sprostać. Nie potrafię zaakceptować, że ludzki organizm ma ograniczenia. Tym bardziej trudno mi zaakceptować, że zmagam się z zaburzeniami psychicznymi. Wiele razy na psychoterapii wymieniam swoje obowiązki lub działania, które zrobiłam w ostatnim tygodniu. Często zakładam, że mogę jeszcze więcej nie zwracając uwagi, że jestem człowiekiem i potrzebuję odpoczynku.

Już nie powtarzam, że robię za mało, ale nie potrafię otwarcie stwierdzić, że robię za dużo.

Stowarzyszenie Widzących Więcej – poświęcam tam najwięcej swojego czasu. Do tej pory odpowiadałam za Zespół Online, któremu zadania się nie kończą. Choć moje obowiązki przejęła inna osoba to nie znaczy, że działanie w Stowarzyszeniu odeszło na drugi plan. Zmieniło się moje stanowisko i obowiązki. Akademia Rozwoju Stowarzyszenia Widzących Więcej to nowy projekt, któremu oddaje swoje serce i dusze. Za kilkanaście dni będę żyć tylko tym. Blog, kolejna rzecz, której poświęciłam wszystko, a teraz robię to z doskoku, w wolnej chwili. Nagle okazuje się, że nie mam siły napisać wpisu i pojawiają się trzytygodniowe przerwy. Praca! Przez ostatnie miesiące była ona dorywcza, a od teraz stała, w pełnym wymiarze godzin jako wychowawca Centrum Opiekuńczo-Wychowawczego. No i nie zapomnijmy o tym, że za chwilę rozpoczynam kolejne studia.

Nie robię za mało, choć mój wewnętrzny krytyk powtarza, że dałabym radę coś jeszcze. Mam problemy z koncentracją, bo jestem zmęczona. Trudno jest mi niektóre rzeczy zapamiętać i temu też jest winne zmęczenie. Dużo mam do przepracowania. Ryzyko takiego działania jest takie, że epizody ciężkiej depresji mogą się pojawiać częściej i trwać dłużej. Wszystko jest moją pracą, pasją i nauką. Trudno jest mi zrezygnować z czegokolwiek. Nawet z pracy na basenie. To jest coś, co robiłam nieprzerwanie od czterech lat.

Na odpoczynek i regenerację pozwalam sobie dopiero wtedy, gdy rozłoży mnie na łopatki

Czy pozwalam sobie na odpoczynek to bym polemizowała… Po kilku, kilkunastu tygodniach działania na pełnych obrotach nagle leżę i nie potrafię wstać. Tak było całkiem niedawno. Pojawiły się silne myśli samobójcze, lęk, brak siły na cokolwiek. Nie potrafiłam wytrzymać w pracy. To wszystko stało się, gdy minęły trzy tygodnie przerwy w terapii i skończył się emocjonalny rollercoaster, albo może się zaczął.

W każdym razie od dwóch tygodni nie potrafię sobie poradzić z lękiem. Miałam półtora tygodnia wyjęte z życia na leżenie w łóżku i płacz. W pewnym momencie podjęłam decyzję o pójściu do szpitala, jednak w ostatniej chwili się rozmyśliłam. Poprawił się mój stan psychiczny. Zaczęłam sobie radzić co raz lepiej, a myśli samobójcze odpuściły. Lęk przestał być nie do pokonania. Potrzebowałam znowu zostać pokonana przez zaburzenia psychiczne, żeby o siebie zadbać. Wzięłam wolne i pozwoliłam sobie na odpoczynek, prawie bez wyrzutów sumienia. Muszę nauczyć się odpoczywać, żeby zapobiec takim stanom. W końcu zaczynam nową pracę.